
Nie zawsze rajdówka musi prezentować się bardzo efektownie, aby wzbudzać radość i sympatię kibiców. Mimo, że ten samochód i ta załoga startują w cyklu Millers Oils HRSMP dopiero od ubiegłego sezonu, wszyscy zdążyli już poznać i dobrze zapamiętać ten wyjątkowy duet, jakim jest Trabant P601 z Katarzyną Uszok-Adamczyk za jego kierownicą.
W swoim debiutanckim sezonie rajdowym Katarzyna rywalizowała na trasach łącznie pięciu z sześciu rund, a w trakcie tych rajdów na prawym fotelu zasiadali doświadczeni piloci Piotr Rusin oraz Marcin Naworol. Między innymi Piotr w 2004 roku, razem z Jackiem Płonką, zdobył tytuł Mistrza Polski w klasie A-5, startując Volkswagenem Polo MK3. W poprzednim sezonie Katarzyna i Piotr sięgnęli po tytuł II Wicemistrza Polski w klasyfikacji klasy B2 i mimo różnych bolączek technicznych Trabanta, dzięki wytrwałości, udało im się dotrzeć do mety czterech z pięciu rajdów.
Dla niektórych takie cechy jak niewielkie gabaryty samochodu, moc silnika wynosząca zaledwie około 26 koni mechanicznych, tylko czterobiegowa skrzynia biegów czy niezbyt duże prędkości rozwijane na odcinkach mogłyby wydawać się wadami, jednak to właśnie wyjątkowość i niepowtarzalny charakter tego samochodu sprawiają, że te pozorne niedostatki zamieniają się w zalety i budują cały unikalny charakter Trabanta. Widok tak małego i skromnego samochodu przemierzającego odcinek specjalny wywołuje szczery uśmiech na twarzy, a dźwięk dwusuwowego silnika pozostaje w pamięci na długo. Pokazuje to również różnorodność cyklu Millers Oils HRSMP, gdzie obok szybkich i mocnych samochodów, takich jak chociażby Subaru, rywalizuje także Trabant, który zachwyca i przyciąga uwagę swoją nietuzinkowością dosłownie w każdym calu.
Jeśli chodzi o nasze krajowe trasy, to niegdyś te interesujące Trabanty mogliśmy oglądać na kilku edycjach Rajdu Karkonoskiego za sprawą niemieckich załóg, później, w sezonach 2021 i 2022, omawiany Trabant P601 rywalizował w HRSMP dzięki załodze Wojciech i Konrad Stawowczyk, a w końcu po trzech latach ten urokliwy pojazd powrócił do historycznego czempionatu za sprawą Katarzyny. Ogromnie cieszy nas fakt, że cykl Millers Oils HRSMP jest miejscem stworzonym do przywracania historii dawnym rajdówką i prezentowania takich samochodów, a dla zawodników potrafi być przestrzenią do spełniania rajdowych marzeń.
Nie zawsze prędkością czy dynamiką trzeba budować widowiskowość w rajdach, Trabant ma w sobie po prostu to „coś”.
Katarzyna Uszok-Adamczyk: ,,Mój pierwszy sezon w Millers Oils HRSMP był dokładnie tym, czym miał być – spełnieniem marzenia, które przez lata cierpliwie czekało na właściwy moment, aż w końcu zmaterializowało się w dźwięku dwusuwu i uśmiechu, którego nie da się ukryć nawet pod kaskiem. Nie wsiadłam do Trabanta z myślą o budowaniu kariery w motorsporcie, ani o ściganiu się o ułamki sekund — na tym etapie życia rajdy są dla mnie przestrzenią relaksu, radości i zabawy. Wsiadłam do niego po to, żeby się cieszyć każdą minutą na oesie, każdą rozmową w parku serwisowym i każdą sekundą, w której zamiast stać przy taśmie jako kibic, byłam częścią świata, który od pierwszego zobaczonego rajdu w 1997 roku nie przestawał mnie fascynować.
Na początku był impuls — i bardzo konkretna scena.
Po raz pierwszy zobaczyłam Trabanta nie na odcinku specjalnym, ale na rampie startowej Rajdu Rzeszowskiego w Millenium Hall, budynku, który współtworzyłam jako architekt. Stałam w przestrzeni, która w części powstała z moich rysunków, i patrzyłam, jak na jej tle pojawia się błękitny, niepozorny Trabant, który — ku mojemu własnemu zaskoczeniu — przyciągnął mój wzrok bardziej niż moje ulubione Porsche czy Audi Quattro, które przejechały wcześniej.
W trakcie rozmowy z załogą Trabanta na serwisie, pojawiła się we mnie myśl — spokojna i oczywista — że na okrągłe urodziny zrobię sobie prezent i wystartuję w rajdzie. Początkowo miał to być kilkuletni plan, bo „za moich czasów” droga do licencji prowadziła przez KJS-y i zdobywanie punktów, ale okazało się, że dziś licencję zdobywa się w dwa dni, a ja miałam za sobą dawną rajdową szkołę, więc zamiast zaczynać od zera, po prostu wróciłam do języka, który kiedyś był mi bliski. Plan skrócił się z lat do miesięcy. Zobaczyłam Trabanta. Kupiłam go. Zrobiłam licencję. Wybrałam pilota – chociaż Piotr do dzisiaj twierdzi, że powiedział „tak”, bo myślał, że żartuję. W całym tym procesie najdłużej trwało oczekiwanie na kombinezon szyty na miarę. I tak marzenie, które zaczęło się na rampie startowej w Rzeszowie, rok później zamieniło się w mój pierwszy sezon za kierownicą Trabanta. Pierwszy sezon był dla mnie nie początkiem drogi, ale momentem, w którym długo odkładane marzenie wreszcie przestało być planem na „kiedyś”, a stało się rzeczywistością, do której dziś wracam z absolutną pewnością, że to dopiero rozdział otwierający całą dalszą przygodę.
A skoro marzenia już się spełniają, to w planach na nadchodzący sezon mam oczywiście starty w całym cyklu Millers Oils HRSMP, Polski Rajd Legend, a być może jeszcze kilka dodatkowych rajdowych przygód — o ile uda mi się przekonać sponsora, że Trabant potrafi generować nie tylko hałas, ale i całkiem solidną dawkę medialnej radości.”



